Ławka w parku kojarzy mi się z czekaniem, z zatrzymaniem, spokojem. Nie zawsze warto pędzić i ścigać się. Czasem warto czekać.

Sprzedawalne czy nie?

Łatwo, bardzo łatwo możemy dostrzec wszystko to co nadaje się do sprzedaży. Wszystko na czym ktoś może zarobić kapuchę. Od razu otoczy nas stado reklam, zaatakują billboardy, dekoracje, dostaniemy ulotki, darmowy poczęstunek i choinkę, albo i dwie. Nic z takich rzeczy nie umknie naszej uwadze.

Trudno, bardzo trudno dzisiaj dostrzec to na czym nie da się zbić kapitału. Żadne lub niewiele mediów zainteresuje się taką sprawą, nikt nie zechce przygotować reklam i plakatów. Nie będzie darmowego poczęstunku. Nie będzie choinki ‚za darmo’.

Istnieje też szansa na to, że ktoś zechce taką niesprzedawalną do tej pory ideę opakować w piękny marketingowe pudełko i sprzedać. Taki temat od razu stanie się pełnoprawnym członkiem zbioru rzeczy ‚nadających się’.

No, ale może dość wstępu, bo zaraz całkiem zgubię wątek.

Czekanie jak siedzenie na ławce w parku

Adwent

Adwent literalnie z języka łacińskiego oznacza nadejście. Czas adwentu oznacza czas oczekiwania na przyjście. Liturgicznie jest to okres poprzedzający Święta Bożego Narodzenia. W tym roku adwent wystartował w niedzielę 1 grudnia. Jest to oczywiście okres mający na celu przygotowanie na nadchodzące święta.

Strasznie trudno dzisiaj – takie odnoszę wrażenie – czekać na cokolwiek. Wszyscy wokół chcemy mieć wszystko od razu, natychmiast, tu i teraz. Nakręciliśmy tę spiralę i tylko dorzucamy ciężarków na korbkę, żeby nakręcić sprężynkę jeszcze bardziej. Nie wiem czy nie zatraciliśmy zdolności czekania, oczekiwania, zatęsknienia. Chyba naprawdę niewiele osób to jeszcze potrafi.

Adwent jest czasem oczekiwania, czasem w którym – i to pamiętam z dzieciństwa – coraz bardziej niecierpliwie zerkamy w kalendarz, czasem gdy chcemy już ubrać choinkę, zasiąść do stołu wigilijnego. Niecierpliwe, ale naprawdę potrzebne, konieczne oczekiwanie.

Pewnie jest tak, że ludzie, dla których Boże Narodzenie jest po prostu tylko kolejnym świętem, a nie rocznicą urodzin Jezusa nie czuję potrzeby specjalnych przygotowań. Nie potrzebują nic poza zakupami, sprzątaniem kurzy i może ubraniem drzewka wyłącznie dla dekoracji i miłej atmosfery. Kolejne wolne dni, szansa na bardziej lub mniej miło spędzony czas w najczęściej rodzinnym gronie. I tyle. I na tym koniec.

Warto czekać

Wiem z jaką niecierpliwością oczekiwałem na narodziny każdego dziecka. Jak dopytywałem żonę, jak patrzyłem w kalendarz, jak odliczałem tygodnie, a potem dni. Wspaniały czas i konieczny. Przecież nikt nie chciałby, aby narodziny przyszły za wcześnie. Ktoś kto już jest rodzicem, mamą czy tatą sądzę, że rozumie mnie doskonale. Czekając przygotowywaliśmy nasze mieszkanie, szykowaliśmy potrzebne sprzęty i zapasy. Czekając na termin wybieraliśmy imię. Wiedzieliśmy, że za chwilę się wydarzy coś bardzo ważnego. My byliśmy gotowi.

Jest jakiś głęboki sens w tym, że należy czekać. Przyroda funkcjonuje od milionów lat w cyklach umocowanych w czasie. Trzeba czekać. Zasiej, poczekaj i zbierz plon.

Zostawmy czekanie w spokoju. Nie zapychajmy wszystkich wolnych czasów. Przecież nie musimy oglądać wszystkich seriali, nie musimy grać we wszystkie gry, nie musimy spędzać na FB całego czasu.

Coś właśnie się zaczęło, od wczoraj. Mamy kolejny adwent. Nie za wiele o nim usłyszymy poza kościółkowymi mediami, bo nie jest łatwo sprzedawalny.

A w Biblii w księdze Koheleta znajdziemy, że jest czas na wszystko. Także na oczekiwanie.

Warto czekać. Warto zatęsknić. Warto ‚zgłodnieć’ i wtedy będzie lepiej smakowało.