Seks bez ślubu, dziecko bez rodziców, deser bez obiadu, wyrok bez sądu, nagroda bez wysiłku, bycie bez sensu, zupa bez soli, śmierć bez życia, Boże Narodzenie bez adwentu.

Cholewki

Dobre osiem lat smaliłem cholewki, zanim mojej żonie założyłem obrączkę. I tylko my oboje wiemy, jak cholernie dłużył się nam ten czas, jak bardzo czekaliśmy, jak bardzo chcieliśmy, żeby to było już, teraz, natychmiast.

Czekanie na i przygotowanie do to syjamskie rodzeństwo. Nie ma dobrego przygotowania bez czekania. Dobre przygotowanie wymaga zaangażowania, aktywności, wymaga czasu. Raczej nie trzeba nikogo przekonywać, że czas nie tylko leczy rany, lecz także dodaje wartości, daje szansę na bycie bardziej gotowym, po to, aby jak najlepiej dotknąć tego czegoś, na co czekamy.

Wystartował

27 listopada 2016 roku wystartował adwent, kolejny coroczny kilkutygodniowy czas bezpośredniego oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia. Coroczny czas wzmożonych akcji reklamowych, czarnych piątków, cyfrowych poniedziałków, handlowych niedziel, zapieprzania za prezentami mikołajowymi a po kilku dniach za gwiazdkowymi. Idealny czas na wkręcanie w niepotrzebne zakupy, które wtedy są najważniejsze i najpotrzebniejsze i bez których żadne święta udać się szans nie mają. Wszak nie może zabraknąć karpia, pierogów, uszek, barszczu, kapusty, maku, kaszy, grzybów i wódki. Nie może zabraknąć nowej bluzki, pary jeansów, zdalnie sterowanego samochodzika, domku Miszy i Maszy, kolejnej gry na moją konsolę, pudełka kredek, trzech par majtek, dwóch par skarpetek i pary rękawiczek. No, nie może.

Urodziny i…

Za kilka tygodni mamy zamiar świętować jakieś tam urodziny. I tak sobie myślę czy świętowanie tych urodzin będzie świętowaniem urodzin czy będzie tylko pretekstem do świętowania czegokolwiek, jakkolwiek, gdziekolwiek i z kimkolwiek. Pretekstem do skonsumowania kilku wolnych dni, napchania ponad wszelką miarę kałduna, obejrzenia kilku, wciąż powtarzanych, marnych filmów, seriali, kilku telewizyjnych szołów czy kontemplacji fejsowej ściany.

Cóż, póki co mamy adwent, który w teorii ma być czasem radosnego przygotowania do świętowania urodzin Boga w ludzkim ciele. Tyle, że to jeszcze nie koniec, gdyż przecież w tych świętach nie tylko o sam fakt urodzin chodzi, co raczej o pamiątkę przyjścia Boga na Ziemię i jednocześnie zapowiedź powtórnego przyjścia przy końcu czasów.

Na wszystko

Póki co mamy adwent. Kilka tygodni, które możemy spędzić w naszym wyścigu szczurów. Kilka lat temu, pisząc o adwencie, napisałem że:

Jest jakiś głęboki sens w tym, że należy czekać. Przyroda funkcjonuje od milionów lat w cyklach umocowanych w czasie. Trzeba czekać. Zasiej, poczekaj i zbierz plon.

Zostawmy czekanie w spokoju. Nie zapychajmy wszystkich wolnych czasów. Przecież nie musimy oglądać wszystkich seriali, nie musimy grać we wszystkie gry, nie musimy spędzać na FB całego czasu.

Coś właśnie się zaczęło, od wczoraj. Mamy kolejny adwent. Nie za wiele o nim usłyszymy poza kościółkowymi mediami, bo nie jest łatwo sprzedawalny.

A w Biblii w księdze Koheleta znajdziemy, że jest czas na wszystko. Także na oczekiwanie.

Warto czekać. Warto zatęsknić. Warto ‚zgłodnieć’ i wtedy będzie lepiej smakowało.

Coś się właśnie zaczęło, od niedzieli 27 listopada, nasz kolejny adwent.