13 marca 2013, godzina 19.06, Rzym, Plac Świętego Piotra. Tysiące ludzi trwających w oczekiwaniu. Biały dym nad Kaplicą Sykstyńską. Habemus Papam. Niedługo potem wszystko jasne. Franciszek. Nowy Ojciec Święty. Bracia i siostry, dobry wieczór.

Habemus Papam Franciscum

Zaskoczenie czy wręcz konsternacja. W pierwszej chwili chyba tak. W telewizorni ucichli. Podejrzewam, że nie byli przygotowani na właśnie taki scenariusz.

bazylika-watykan

Dla wszystkich katolików (w tym dla mnie) to bardzo ważne wydarzenie.

Nie słyszałem ani razu nazwiska kardynała Jorge Mario Bergoglio z Argentyny. Przewijało się wiele innych wskazań, On nie. Dziennikarze (jak to dziennikarze) prześcigając się próbowali przykuwać uwagę odbiorców. Uzasadniali, że nowy papież będzie pochodził pewnie z Włoch, a może z Ameryki Północnej, może z Ghany… może.

Jak to dobrze, że Duch Święty nie musi się liczyć ze zdaniem dziennikarzy, polityków, ani żadnych innych osób dbających raczej o własny interes. Zaprawdę to naprawdę dobrze.

Sam po usłyszeniu nazwiska kardynała i zupełnie go nie kojarząc natychmiast chwyciłem za listę uczestników konklawe. Zajęło mi dobrą chwilę zanim odnalazłem Go na tej liście. Argentyna. 76 lat (kurcze to całkiem sporo, przecież miał być młodszy, pełen werwy, ochoty do ‚sprzątania’ itd…). Zrezygnował z przysługującej mu limuzyny i porusza się po Rzymie komunikacją miejską – fajnie :).

Dyskryminacja

Gorączkowe poszukiwanie informacji, wyciąganie mniejszych lub większych ‚sensacyjek’ rozpoczęte. Takie mamy media. Takie mamy media, bo takie rzeczy łatwo i skutecznie się sprzedają. Wniosek: takie są bo chcemy żeby takie były (średnio patrząc rzecz jasna).

Zacząłem nasłuchiwać komentarzy, opinii i cytatów. Zresztą co tu dużo gadać, sam poświęciłem dobrych parę chwil na poszperanie w przepastnych zasobach internetu. Zapamiętałem jeden z Jego cytatów, zasłyszany bodajże w TV. Zapamiętałem to delikatne określenie, dał mi mocno po głowie i pewnie zostanie we mnie na dłużej. Opinia dotyczy dyskusji odnoszącej się do możliwości adopcji dzieci przez osoby o orientacji homoseksualnej. Parafrazuję (nie szukam dokładnego, ale i nie jest potrzebny):

„Taka sytuacja jest ogromną dyskryminacją dzieci.”

Mocne prawda?
Niedawno w polskim parlamencie byliśmy świadkami tak zwanej debaty zahaczającej o związki partnerskie, o osoby deklarujące skłonności homoseksualne. Temat budzący wiele emocji. Dyskutanci, szczególnie walczący o jak najwięcej praw dla osób o takich skłonnościach podają wiele argumentów. Wolność, każdy ma prawo do życia według swoich zasad, dyskryminacja, a nawet zacofanie. To ich racje.

Jednak czymże są takie racje przy dyskryminacji dzieci. Stają się śmieszne. Pokazują jak bardzo, jak wielką rolę odgrywa egoizm. Myślenie o czubku własnego nosa.

Było, jest i pewnie tak będzie, że najsłabszych najłatwiej walić. Najłatwiej zrobić z nich ofiary. Bezbronnego można uderzyć bezkarnie. Nie odda, nie ma jak, nie ma czym, nie ma środków, nie potrafi. Walczymy o swoje. Fajnie, ale co z tymi, którzy nie są w stanie walczyć o swoje?.

Dyskryminacja dzieci. Jakie to proste i oczywiste, a tak trudno to zauważyć. Nie można traktować dzieci jako sposobu na spełnianie własnych zachcianek. To nie są przedmioty wolnego rynku.

Idźmy na ulice

Jeszcze jeden odkopany cytat. Znalazłem go w treści wywiadu przeprowadzonego około roku temu przez watykanistę Andrea Tornielliego. Ksiądz kardynał Jorge Mario Bergoglio powiedział wtedy między innymi następujące słowa (podaję za tym tekstem):

„Bycie kardynałem to posługa, a nie zaszczyt, którym można się się pysznić (…). Pycha, przechwalanie się swoją pozycją to postawa typowa dla zeświecczonej duchowości, która jest najgorszym grzechem Kościoła. Jest to antropocentryzm religijny o aspektach gnostycznych. W jego skład wchodzi z pewnością skupienie na karierze, dążenie do awansu (…) Często, aby ukazać rzeczywistość pychy mówię: popatrzcie na pawia, jaki jest piękny z przodu. Ale jeśli zrobicie parę kroków i popatrzycie z tyłu, dostrzegacie rzeczywistość…”

Pycha, paw z przodu i paw z tyłu. Bardzo, bardzo fajne porównanie.

Na koniec pozostaje mi jedno:

Ojcze Święty Franciszku prowadź nas teraz.

Zdjęcie: 1