Ciężki wpis mam na dzisiaj. Palenie gumy, blokady, krzyki. Korki i zamknięte ulice. Kupą mości panowie. Warszawo współczuje i nie ważne kto ma rację. Mam pomysł. Niech każdy bawi się u siebie.

Dobrze, że nie w Warszawie

Cieszę się, że nie mieszkam w Warszawie. Naprawdę. Osobiście nie rozumiem, nie pojmuję dlaczego miałbym chcieć tam zamieszkać. Nie mam nic do Was – warszawiacy – ale zwyczajnie nie chciałbym mieszkać w Waszym mieście. Nie przekonują mnie możliwości czy ‚wielkie predyspozycje’. Na koncert, na mecz, do muzeum, na wystawę, na fajne wydarzenie zawsze mogę pojechać. Jak zechcę to mogę pojechać i po – natychmiast wyjechać. Jak muszę to robię dokładnie tak samo – tylko tyle czasu ile to jest konieczne. I wyjazd.

klocki

Dobrze, że Kraków pozbył się brzemienia bycia stolicą. Dwór królewski swoją przeprowadzkę rozpoczął w 1596 roku (sama przeprowadzka trwała bagatela do 1609 roku). To była świetna decyzja. Formalnie stolicą Warszawa została dużo później, dopiero w 20 wieku (odpowiedni zapis w konstytucji).

Rządy, szychy, posły, ministerstwa, agencje, izby, urzędy tak zwane centralne są u Was. I chyba nie bardzo jest się z czego cieszyć. Atrakcje są zagwarantowane w zasadzie przez cały rok. Atrakcje, których lepiej byłoby nie mieć. Właśnie teraz (pewnie wiedzą o tym wszyscy) gościcie uczestników podobno ogólnopolskich protestów.

Nie zamierzam zajmować się zasadnością aktualnych protestów. Ludzie jako istoty wolne mogą korzystać ze swojej wolności i wyrażać swoje poglądy. Nie ma co tego zmieniać (takie inne warianty już były).
Jak ktoś, uważa, że zarabia za mało to niech walczy o więcej, albo niech nie pracuje, zmieni pracę cokolwiek. Albo niech protestuje.
Słyszałem jeden z argumentów: że prywatni to zarabiają na pracownikach, a powinni się dzielić itd. No takiej tezy trochę nie rozumiem. Skoro prywatni mają tak dobrze, to dlaczego nie chcieć zostać prywatnym? Zakładamy firmę i huzia zgarniajmy te kokosy. Albo protestujmy.

Nie chce wiedzieć kto ma rację. Pewnie jak to bywa z prawdą, jest tam gdzie jest – powtarzając bodajże za Panem Bartoszewskim.

Wiem natomiast jedno. Jeżeli chcemy coś zmienić w naszym życiu to najlepiej, najskuteczniej zacząć od samego siebie, a potem od najbliższych. Może brzmi trywialnie, ale z sensem.

Inspiracja

Do napisanie dzisiejszego, takiego trochę ciężkawego wpisu zainspirowały mnie (poza samym protestem) dwie informacje. Jedna zasłyszana w porannej audycji w radiowej trójce. Druga ustrzelona na blogu podróżniczym: poriomaniacy i opisie ich pobytu w Boliwii.

Inspiracja z pierwszej wiadomości to kasa. Tak zwyczajnie, brutalnie – kasa, kasa, kasa. Podobno zabezpieczanie protestów, demonstracji i podobnych patrząc z punktu widzenia policji, od początku roku 2013 do końca sierpnia (czyli bez aktualnej zadymy) kosztowało ok 4 miliony i 600 tys zł. SIC. Co ze zniszczeniami? Co z utratą czasu? Co z zablokowanymi ulicami? Hmm, ja stawiam, że tą sumę trzeba podwoić. Po zaokrągleniu mamy 10 milionów. SIC. SIC.

Jak doliczymy drugą część roku to … no dobra niech będzie 15 milionów. Koszty. Dobrze liczę? A i tak przecież to nie wszystkie.

Uwaga, bo druga inspiracja jest pozytywna. Boliwia to kraj, gdzie stolica formalna mieści się w innym mieście niż wszelkiego rodzaju rządy, urzędy, ministerstwa, izby, agencje. Stolica formalna ma spokój. Protesty są tam, gdzie urzędy, tam gdzie jest wróg.

Pomysł

Mam pomysł dla Warszawy i dla jej mieszkańców. Pomysł jest prosty. Wystarczy doprowadzić do jednej, jedynej rzeczy. Wystarczy wywalić z Warszawy wszystkich ważnych. Wywieźć, wygonić, wyprowadzić tak, jak kiedyś wyprowadził się król z Wawelu.

Najlepiej niech swoje klocki, zabawki i swoje piaskownice przeniosą gdzieś w środek lasu, najdalszy. Niech prowadzą tam dwie drogi, no może trzy. Niech w okolicy nie będzie wiosek, ani miasteczek. Niech ludzie odetchną. Niech oni zbudują sobie lotnisko, podciągną linię kolejową (w sumie to mogą ulokować się gdzieś koło istniejącego torowiska).

Niech tam sobie siedzą, gadają, ustalają, spotykają się, bimbają, piją, bawią, wymyślają nowe ustawy, liczą podatki, pierniczą głupoty, urzędują, procedują, powołują komisję, badają i dają sobie po…. jak tylko zechcą.

Warszawa z pewnością odetchnie. Może i ja ją polubię?

Protesty? Wszystkie wyniosą się do nich, do lasu. Bo po co protestować tam gdzie nie ma tych przeciw komu jest protest?

Podoba się Wam mój pomysł? Tylko niech przypadkiem nikt nie próbuje na mnie głosować.