Metoda leczenia czy nie

Dyskusja dotycząca tematu in vitro nabiera rozpędu. Miłościwie nam rządzący chcą się zająć tą sprawą. Podobno szybko. Zobaczymy.

Temat medialnie chwytliwy, wzbudza kontrowersje, podnosi emocje. Podgrzewa. We mnie także, więc coś może z siebie wydam.

Metoda leczenia czy nie? Czy in vitro jest metodą leczenia niepłodności? Pytanie w moim przekonaniu jak najbardziej słuszne. Przede wszystkim dlatego, że dość powszechnie to pojęcie (metoda leczenia) jest łączone z tym terminem (in vitro). Mówi (pisze) się, że jest to metoda leczenia bezpłodności.

Otóż nie jest.

(krzyknę sobie, żeby lepiej wyrazić co o tym sądzę): NIE JEST.

Kropka.

Dlaczego

Ano dlatego, że in vitro niczego nie leczy. Pokaż mi kogoś, kogo in vitro wyleczyła?

Ktoś mi powie: No przecież Pani Ewa ma dziecko więc wyleczona.
Ja na to: skoro wyleczona do niech jeszcze raz zajdzie w ciążę, niech pojawi się kolejne dziecko. Uda się? Nie uda. Chyba, że kolejne in vitro…

In vitro jest najzwyczajniejszym przykładem inżynierii biologicznej (medycznej?).

Inżynierii. Nie leczy. NIE LECZY. Jedynie wywołuje (może wywołać) określony skutek. Kobieta pozostaje (o ile była rzeczywiście niepłodna…) nadal niezdolna do posiadania dzieci. Kolejne dziecko to kolejne podejście in vitro. To oczywiście kolejne pieniądze wydane i zarobione.

(Trochę upraszcza, czasem problem jest po stronie faceta…, przepraszam za to uproszczenie)

Powiedz dziecku co się stało z jego rodzeństwem

Zastanów się co powiesz dziecku ‚in vitro’ jak dorośnie. Może nic? A jak zapyta? Jak zada pytanie: co się stało z innymi zarodkami (tfu, tfu (werbalizacja jakie to proste), ludźmi malutkimi, którzy powstali i zostali od razu być może zamrożeni (zabici?), a być może nie…)?

Dlaczego nie mówi się o tym, że aby uzyskać jeden zarodek trzeba tysiące ‚wyprodukować’? Skoro wyprodukować i nie wykorzystać to…. skóra się jeży. I co się z nimi dzieje? Hmmm …

Czy to ważne?

A czy to do cholery ważne co się z nimi dzieje, skoro można zarobić,

A czy to do cholery ważne, skoro można spełnić ‚marzenia’ o posiadaniu dziecka? Bo przecież ważne jest posiadanie dziecka. Nie jest ważne dziecko, Ważna jest pani i pan, bo być może usłyszą ‚mama’ i ‚tata’. Bo oni chcą. I to ma wystarczyć.

Kupujmy, tylko nie wszystko jest do kupienia. Spełniajmy nasze zachcianki (tfu, potrzeby). Bo przecież ja muszę usłyszeć, ja muszę mieć, ja muszę, ja chcę. Więc pewnie mogę. (Tylko czy zawsze?)

A co z człowiekiem?

Dobre pytanie, ale nie wszyscy je zadają. Co z człowiekiem? Co z tym, który od razu jest skazany jako odpady fabryczne?

Był już taki czas w historii, gdzie niektórzy innych traktowali jako odpady. Postanowili, że skoro to odpady, no to należy się ich pozbyć. I pozbywali się, całkiem niestety skutecznie.

Zacznijmy (wszyscy) myśleć więcej trochę. Może jeszcze mamy szansę się uratować…