Maj. Deszczyk majowy. Pikniki. Za miasto wyjazdy. Wioskowe zabawy. Plany i nieplany.

Morze

Do połowy kwietnia była plaża. Morska plaża. Gdzieś niedaleko Gdańska. Może mogłaby się udać ta wycieczka, ale od połowy kwietnia plany wzięły w łeb. Zimne polskie bałtyckie morze musi na nas jeszcze poczekać.

Majówka

Majówka wielkimi krokami kroczy więc pojawia się naturalne pytanie: skoro nie to, to co?

Poszukiwania wystartowały. Warunek hmmm jedziemy całą rodziną. Ma być przestrzeń i poczucie wolności. Ma być z dala od miastowego życia. Maile i sms-y wysłane, telefony uruchomione.

kwiatki-majowe

Po tygodniu i kawałku kolejnego sprawa znalazła swój finał. Jedziemy i tylko ‚prawie’ hurrra, bo jedziemy znowu do naszych korzeni. Wszelkie zakusy majówkowe zrewidowane. Trudno. Zawsze to z daleko od wielkiego.

Upatrzone

Mam(y) kilka upatrzonych miejsc. Odkąd je znaleźliśmy w wirtualnym świecie to chcieliśmy tam pojechać. Cała rodzina, a przynajmniej ta część, która potrafi świadomie wyrażać swoje życzenia.

Jedno ulubione. Bieszczadzka dzikość w zachęcającej oprawie. Na majówkę miejsc zabrakło.

Na szczęście przecież na majówce świat się nie kończy. Tak, więc może wakacje? Może pojedziemy tam na wakacje. To takie proste. Dobra, pojedźmy tam na wakacje. Ustalone.

Zapytanie napisane. Pytanie wysłane. Z prędkością światła poszło w świat. Może przez Nowy York, albo chociaż przez Radom, ale powinno dotrzeć do adresata. Maile nie zawsze lubią latać najkrócej. Czekamy na odpowiedź.

A kiedy

Jest, jest odpowiedź. Będzie fajnie w tym naszym wypatrzonym i umarzenionym miejscu.

Jest odpowiedź:

… to kiedy zamierzacie Państwo do nas przyjechać?  …

Hmmm, no jak to kiedy? W wakacje?

Kolejny Nowy York czy tam Radom odwiedzony. Poleciało.

… no w jakim terminie, bo niektóre już są zajęte? …

Uff, dobrze, dobrze. No chcemy powiedzmy na przełomie lipca i sierpnia. Kalendarz. Może od 29 lipca do 5 sierpnia. Może wtedy. Poszło. Nowy York, albo Radom. Czekamy.

Nie ma

Bieszczady na nas czekają, ale już niedługo, już niedługo. Trzy miesiące, niecałe. Z pakowaniem poczekamy jeszcze dwa tygodnie.

No i jest odpowiedź:

… wiem Pan, ale już nie ma miejsca w tym terminie ….

i dalej pozdrowienia i podpis. Nie ma miejsc w tym terminie. Koniec i kropka. Nie ma.

Czekam jeszcze dwa dni. Może to nie koniec, może jakiś zabłąkany mail jeszcze do nas dotrze, może utknął w Radomiu, albo gdzieś tam.

Jednak nie utknął. To koniec naszej wymiany próśb o łaskawe wyznaczenie terminu.

Puentując

Podsumuje sytuację. Tak na wszelki wypadek, dla tych co się zgubili. Majówkę odpuszczam.

  1. Rodzina chce jechać na wakacje w Bieszczady. Zna miejsce, gdzie ludzie jeżdżą, są warunki, wszystko jak należy.
  2. Rodzina wysyła grzeczne, pełne nadziei zapytanie. Na wakacje chcemy, proszę czy możemy? Na cały tydzień. Proszę podajcie kiedy nas łaskawie możecie przyjąć.
  3. Miejsce odpisuje: ok, ok wakacje, ale kiedy Rodzina chce.
  4. (Przecież rodzina chce kiedykolwiek, na wakacje.)
  5. No dobrze, Rodzina pisze: to może 29.07 do 5.08?
  6. Miejsce odpisuje: hmmm, no nie da się, zajęte. Koniec odpowiedzi.
  7. Rodzina czeka. Fajne miejsce, może zaproponuje jakiś alternatywny termin.
  8. Rodzina nie doczeka.

Proszę, błagam, może ktoś mi wyjaśni co zrobiłem nie tak? Gdzie jest mój błąd? Ja nie rozumiem. Chciałem tylko razem z rodziną wyjechać na tydzień w to Miejsce. Jednak to Miejsce pięknie nas olało (może wpadliśmy w zasadzkę Zasady Pareto czy co?).

Koniec jest taki, że Miejsce stało się jakimś tam miejscem. Cóż, może na wyrost, ale oczekuję jednak poważnego traktowania. Ja chcę zostawić całkiem sporo pieniędzy gdzieś, a gdzieś ma mnie gdzieś.

Ja mam wymyślić dobry termin i musi pasować bo inaczej … Mam wrażenie, że rozmawiałem z jednym z moich ulubionych urzędów (mam wątpliwości czy nie obrażam urzędu).

Cóż, trudno, nasze pieniądze wylądują u kogoś innego.

P.S. Nazw nie podaję świadomie. Może jeszcze jakiś mail dotrze? Może termin?

P.S.2 A wyjazd majówkowy do korzeni był całkiem fajny, choć pogoda trochę nas pomęczyła. Sami jedni w mieszkanku.